„Nikt nigdy mnie tak dokładnie nie oglądał”. A przecież czerniak może pojawić się wszędzie 

Jako lekarz, który pracuje zarówno na początku, jak i na końcu łańcucha leczenia pacjenta — bo łączę specjalizację z chirurgii onkologicznej oraz medycyny rodzinnej — mam wyjątkową perspektywę na choroby nowotworowe. Widzę je wtedy, gdy można im jeszcze zapobiec, ale też wtedy, gdy wymagają już poważnego leczenia operacyjnego. Dlatego temat profilaktyki czerniaka jest mi szczególnie bliski. 
 
Bardzo się cieszę, że coraz więcej osób świadomie zgłasza się po skierowanie do poradni dermatologicznej na badanie znamion. To naprawdę duży krok naprzód. Jeszcze kilka lat temu takie podejście było rzadkością. Dziś pacjenci coraz częściej rozumieją, że profilaktyka może uratować życie. 
 
Jednocześnie w codziennej praktyce widzę, jak wiele jeszcze mamy do zrobienia. Podczas badania dermoskopowego pacjenci często są zdziwieni, gdy proszę ich o rozebranie się do bielizny. Słyszę: „Nikt nigdy mnie tak dokładnie nie oglądał”. A przecież czerniak może pojawić się wszędzie — nie tylko na plecach czy rękach, ale także na skórze głowy, za uszami, na stopach czy w okolicach intymnych. Dokładne obejrzenie całej skóry to podstawa. 
 
Z jednej strony więc wiele zmienia się na lepsze, ale z drugiej — wciąż brakuje nam codziennych nawyków, które realnie zmniejszają ryzyko zachorowania. 
 
Niedawno byłam u przyjaciółki, pomagając jej w opiece nad dziećmi. Poszłyśmy razem do sklepu optycznego — i niemal zmusiłam ją do kupienia okularów przeciwsłonecznych. Dlaczego? Bo o ochronie oczu przed promieniowaniem UV zupełnie się zapomina. A to również element profilaktyki nowotworów skóry, szczególnie w okolicy powiek. 
 
Podobnie jest z nakładaniem kremu z filtrem na uszy. To drobiazg, który szokuje niemal każdego pacjenta. „Uszy też trzeba smarować?” — pytają. Tak, trzeba. Uszy, kark, grzbiety dłoni, stopy — to miejsca, które bardzo często są pomijane, a jednocześnie wyjątkowo narażone na działanie słońca. 
 
Co więc możemy zrobić, żeby realnie chronić się przed czerniakiem? 
 
Przede wszystkim pamiętajmy, że jest to nowotwór silnie związany z promieniowaniem UV. I co bardzo ważne — zależy nie tylko od naszej genetyki, ale w ogromnym stopniu od naszych codziennych zachowań. 
 
Zadajmy sobie proste pytanie: czy w tym roku wczesne, wiosenne słońce pozostawiło na naszej skórze choćby lekkie poparzenie? Jeśli tak — to sygnał ostrzegawczy. Skóra „pamięta” każde oparzenie słoneczne, a ich kumulacja zwiększa ryzyko rozwoju czerniaka. 
 
Dlatego kluczowe zasady profilaktyki są proste, choć wymagają systematyczności: 
 
Po pierwsze — unikajmy nadmiernej ekspozycji na słońce, szczególnie między godziną 11 a 15. To wtedy promieniowanie UV jest najsilniejsze. 
 
Po drugie — stosujmy kremy z filtrem SPF 30–50, i to nie tylko na plaży. Nakładajmy je codziennie wiosną i latem, także w mieście. I pamiętajmy o tych „zapomnianych” miejscach: uszach, karku, dłoniach. 
 
Po trzecie — nośmy okulary przeciwsłoneczne z filtrem UV oraz nakrycie głowy. To nie jest kwestia mody, tylko zdrowia. 
 
Po czwarte — unikajmy solarium. Nie istnieje „bezpieczne opalanie” w solarium — to mit, który niestety wciąż funkcjonuje. 
 
Po piąte — obserwujmy swoją skórę. Jeśli znamię zmienia kolor, kształt, zaczyna krwawić, swędzieć lub szybko rosnąć — nie czekajmy. Zgłośmy się do lekarza. 
 
I wreszcie — badajmy znamiona regularnie, najlepiej raz w roku u dermatologa lub lekarza przeszkolonego w dermoskopii. 
 
Z mojej perspektywy lekarza mogę powiedzieć jedno: czerniak wcześnie wykryty jest wyleczalny. Naprawdę. Ale ten sam nowotwór rozpoznany późno potrafi być dramatycznie trudny w leczeniu. 
 
Dlatego profilaktyka nie jest dodatkiem do zdrowego stylu życia — jest jego fundamentem. 
 
Każda decyzja ma znaczenie: czy dziś nałożysz krem z filtrem, czy założysz okulary przeciwsłoneczne, czy obejrzysz swoje znamiona. 
 
To drobne rzeczy, które w dłuższej perspektywie mogą uratować życie — być może właśnie Twoje  

dr Maria Krotewicz